Podróże słonecznika

Nie ma nic przyjemniejszego, niż usiąść na kanapie z dobrą książką, a przed sobą postawić pełną miskę prażonych ziaren słonecznika. Nie wiadomo kiedy mija parę godzin, odmierzanych rosnącą górą twardych łusek. Albo latem – siedzieć na balkonie, w pełnym słońcu, z kwiatem słonecznika i wydłubywać świeżutkie pestki, aż palce zrobią się nam czarne...

Ale to była naprawdę długa droga zanim słonecznik trafił do naszych domów – i tak zawiła jak droga kochanka, który odchodzi i wraca.

Słoneczniki

David Wilmot /Wikimedia Commons/

Początek listu z podróży

Ojczyzną słonecznika jest Ameryka – i to właściwie oba kontynenty – Północna i Południowa. Podobno słonecznik był udomowiony wcześniej niż kukurydza, bo uprawiano go już ok. 5000 lat temu, ale wtedy nasiona nie były tak duże, jak dzisiaj. Dla Indian była to bardzo ważna roślina wykorzystywana na co dzień w gospodarstwie domowym. Co ciekawe, już wtedy znano sposób wyciskania oleju z nasion i doceniano zdrowy tłuszcz zawarty w tej roślinie. Z miąższu kwiatu pozyskiwano fioletowy barwnik do rytualnego malowania ciała, a z łodyg uzyskiwano wyjątkowo lekkie włókno. Zresztą do tej pory uważane jest za jedno z najlżejszych naturalnych włókien znanych na świecie. Natomiast pora kwitnienia słonecznika jak naturalny kalendarz odmierzała czas polowań.

Pierwsza wyprawa do Europy

Oczywiście po tzw. „odkryciu Ameryki” razem z innymi bogactwami naturalnymi i roślinami jak np. chili, kukurydza i pomidory, do Europy trafiły również nasiona słonecznika. Przypuszcza się, że roślinę przywieziono do Hiszpanii na początku XVI wieku. Konkwistadorzy co prawda zabierali na swoje statki, to co najlepszego znaleźli, ale nie potrafili wykorzystać wiedzy, którą posiadali rdzenni Amerykanie, dlatego słonecznik początkowo traktowano jako roślinę ozdobną z powodu jego wspaniałej wielkości kwiatów i piękna, uznanego za bardzo egzotyczne. Dopiero z 1716 roku pochodzi zapis patentu na wyciskanie oleju z słonecznika – czyli niemal 200 lat zajęło Europejczykom dotarcie do tej wiedzy, którą posiadali Indianie.

Jak car przechytrzył Kościół Prawosławny

Ale tak naprawdę dopiero w XVIII wieku słonecznik zdobył ogromną popularność jako roślina uprawna i osobie, której powinniśmy za to podziękować jest nie kto inny, jak sam Piotr I Wielki. Na jednej ze swoich wypraw po Europie, zawitał do Holandii i tam zakochał się w polach pięknych żółtych kwiatów.Pole słoneczników Zabrał ze sobą do Rosji nasiona, ale początkowo jego lud niezbyt przychylnym okiem patrzył na nowinki. W rozpropagowaniu „pomógł” mu dopiero Kościół Prawosławny, który w czasie Wielkiego Postu (bardzo surowego w tamtych czasach) zabraniał spożywania tłuszczu. Ale o oleju słonecznikowym nie było mowy, więc Rosjanie całym sercem (i brzuchem) podążyli za modą Piotra.

Już w latach 30 XIX wieku olej słonecznikowy produkowano na wielką skalę. Właściwie rosyjskie pola były zalane żółtym kwiatem. Władza carska zainwestowała nawet w badania laboratoryjne nad słonecznikiem.

Powrót z emigracji, powrót z emigracją

I tak nastał czas, aby rosyjski słonecznik wrócił z powrotem do swojej ojczyzny – do Ameryki. Stało się to w XIX wieku za sprawą emigrantów z Rosji. W katalogach reklamowych firm nasiennych pochodzących z 1880 roku znajdujemy na pierwszym miejscu popularne ziarno słonecznika o wdzięcznej nazwie „Rosyjski mamut”. Ta odmiana była uprawiana niemal do lat 70-tych XX wieku.

W 1913 roku rusza pierwsza taśmowa produkcja aut Forda, postęp cywilizacyjny zaczyna przyśpieszać. Początek XX wieku to rozkręcająca się machina zbrojeniowa, motoryzacyjna, produkcyjna, która potrzebuje bez przerwy napędu – oleju! Zaczyna się wyścig firm w poszukiwaniu taniej energii. Ziarno słonecznika o dużej zawartości oleju przykuwa uwagę rządu kanadyjskiego, który sponsoruje badania nad tą rośliną. W efekcie powstaje nowa odmiana słonecznika na bazie rosyjskiej – o nazwie Peredovik. Podobnie jest w Stanach Zjednoczony, gdzie powstaje nowa krzyżówka słonecznika zapewniająca dodatkową wydajność i właściwości nafty, jednocześnie bardzo odporna na choroby.

Druga wyprawa do Europy

Pod koniec lat 70-tych słonecznik w postaci oleju odbywa drogę powrotną do Europy. Na Starym Kontynencie robi się coraz więcej szumu o negatywnych skutkach podwyższonego cholesterolu. Kuchnia angielska, niemiecka, polska – to głównie potrawy smażone, ociekające tłuszczem. SłonecznikiDlatego Europejczycy coraz bardziej zaczynają doceniać wartość tłuszczu roślinnego w codziennej kuchni. A jako że do tego czasu mocarstwem w uprawie słonecznika były już Stany Zjednoczone, więc rozpoczął się amerykański eksport oleju słonecznikowego do Europy, bez którego dzisiejsza kuchnia już nie jest w stanie się obejść. I chyba z korzyścią dla naszego zdrowia…100 gram nasion słonecznika ma 560 kcal.To dużo dla kogoś na diecie, ale tłuszcze w nim zawarte (43g) są dużo zdrowsze od tych pochodzenia zwierzęcego. 100 gram zawiera również 24g białka oraz 24g węglowodanów.

Trzeba pamiętać, że olej słonecznikowy nadaje się przede wszystkim do spożywania na zimno, na przykład do sałatek. Podgrzewany stosunkowo szybko zaczyna dymić i staje się szkodliwy, nie powinno się go podgrzewać powyżej 100 stopni, a już na pewno używać do smażenia (np. frytek) wielokrotnie.  Lepszym wyborem jest tu olej rzepakowy.

I jeszcze jedna podróż

Jak pewnie wszyscy wiedzą, słoneczniki obracają swoje kwiaty do słońca – podążają za jego wędrówką po niebie. Ale może niewielu wie, że robią tak tylko młode rośliny. Dojrzałe kwiaty układają się w jednym kierunku. A dlaczego tak się dzieje – wyjaśnia nam legenda:

Młodziutka nimfa wodna zakochała się szaleńczo w Apollinie – bogu słońca. Opętana tą miłością siadywała na ziemi i wpatrywała się w niebo, jak jej ukochany wędruje po nim swym słonecznym rydwanem. Oczywiście Apollo nie zwrócił na nią uwagi, za to ulitowali się nad nią inni bogowie i zamienili ją w słonecznik. Dobrzy bogowie, hmm…

I jeszcze…

Wiecie za ile poszły  tzw. Słoneczniki Van Gogha (tzn. „Wazon z 15 słonecznikami”)? Za 81 milionów dolarów!

Wazon z piętnastoma słonecznikami - Vincent Van Gogh

wikimedia commons

 

Podobał Ci się artykuł?
Udostępnij na Facebooku

1 komentarz